poniedziałek, 10 marca 2014

To nie jest kraj dla starych ludzi #2: Dyskontowa rzeczywistość



W Szczecinie jeden dyskont przypada na ~7 tyś mieszkańców. Osobiście mam 750 m do Lidla, po 850 m do dwóch Biedronek i 1300 m do Netto i trzeciej Biedronki. Dość częsta ostatnimi czasy lektura treści w stylu "Dyskonty nas zabiją" sprawiła, iż zakupy w dyskontach coraz częściej skłaniają do przemyśleń.

W to co usiłują wcisnąć mi media, iż Polacy kochają niskie ceny szczerze wątpię. Polacy wybierają niskie ceny w dyskontach na takiej samej zasadzie co kilkudniowe wczasy nad polskim morzem - na takie ich stać. Wbrew propagowanej w mediach opinii, że w dyskontach zaopatrują się wszyscy, uważam, że to ludzie raczej ubodzy i średnio zarabiający. Co najdziwniejsze coraz częściej w tzw. zestawieniach cen koszyków z zakupami robionymi w supermarketach i dyskontach okazuje się, że w dyskontach wcale nie jest najtaniej, a ceny poszczególnych artykułów na przestrzeni lat znacznie poszły w górę. Dyskonty mają też specjalnie dla siebie produkowane produkty w odmiennych niż zazwyczaj gramaturach, przez co konsumenci mają czasem złudne wrażenie, że kupują taniej.

Czy dyskonty to mądry wybór? I tu po dłuższym zastanowieniu mam wątpliwości. Od siostry, która studiowała Technologię Żywności wiem, że to dyskonty dyktują warunki producentom. W internecie można przeczytać, o tym jak masarnia wyprodukowała dla jakiejś sieci kiełbasę śląską w cenie ~5zł za kg, a jedynym wymaganiem co do składu surowcowego było, aby produkt końcowy w badaniu organoleptycznym nie budził zastrzeżeń. Czytałam też o przypadku mleczarni, która robiła dla dyskontów śmietanę z mąki ziemniaczanej, bo stawka jaką zaproponowano była za niska. Są także głosy, bardziej optymistyczne, że zakładom produkcyjnym nie opłaca się wprowadzać zmian na liniach produkcyjnych i, że tak naprawdę produkty produkowane przez znanych producentów są pewne. Trzeba tylko czytać etykiety z tyłu kto wyprodukował. Podobno producenci niskie ceny dla dyskontów odbijają sobie na cenach dla pozostałych odbiorców, przez co ceny u nich są jeszcze droższe. Gdzie jest prawda? Pewnie jak zwykle gdzieś po środku, ale pewności co do jakości produktów znanych mi producentów trochę mniej.


Pewne jest, że dyskonty planują dalszą ekspansję w Polsce, że poszerzają swą ofertę o towary z wyższych półek przez co mają kojarzyć się swoim klientom lepiej, choć już teraz  statystycznie Polacy najczęściej wybierają dyskonty zostawiając tam większą cześć swoich budżetów domowych. Nie zasilają tym samym budżetu własnego kraju, w którym dziura z roku na rok jest coraz większa, a obsługa długu krajowego coraz droższa.

Podobno stanowisko pracy w dyskoncie to likwidacja pięciu stanowisk pracy w handlu tradycyjnym i trzech stanowisk pracy przy produkcji lokalnych produktów. Nie wiem na ile te wyliczenia są wiarygodne, ale na przestrzeni ostatnich lat sama widziałam upadające sklepiki spożywcze, zieleniaki i piekarnie. Niepewna zatem staje się przyszłość wyborów konsumenckich następnych pokoleń Polaków, bo z pewnością zostaną one mocno ograniczone. Nie jestem też pewna, czy po zdobyciu rynku ceny w dyskontach nadal będą niskie i czy nie zaczną znikać z ich oferty nasze produkty krajowe. Pewne jest, że w perspektywie czasu wytłuką one konkurencję jaką są lokalni sprzedawcy co nie pozostanie bez wpływu na lokalnych producentów, a w dłuższej perspektywie chyba nie tylko na lokalnych. Pewne jest także, że grube pieniądze są wywożone za granice gdzie pracują na poczet innych krajów. Zaczyna mnie to boleć i coraz częściej zastanawiam się czy „codziennie niskie ceny” przez co w koszyku mamy „więcej za mniej”, to naprawdę „mądry wybór”. W każdym razie komentarze w stylu „Polska to kraj na sprzedaż”, „Polacy będą parobkami sprzątającymi autostrady dla Europy”, "Pasza dla pospólstwa" coraz bardziej smucą i niepokoją. Ale co ja piszę, przecież jest super, więc o co mi chodzi...


7 komentarzy:

  1. Life is brutal :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekawy punkt widzenia, nigdy nie myślałam o tym w ten sposób...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy w ten sposób nie myślałam aż nie pojechałam do matki chrzestnej. Ciocia z wujkiem mają rodzinny biznes. Sklep przy domu. To raczej interes całej okolicy, bo produkty są z lokalnej hurtowni + znajomych rolników spod miasta. Ich miasto nie powala wielkością. Do niedawno istniał tam tylko pewien dyskont na K. i miał monopol na duże zakupy, ale codziennie świeże pieczywo, ciasto, mięso, warzywa i sery ( OMG, zakochałam się w białym serze z wiaderka, nigdzie w Poznaniu takiego nie znalazłam! ) ludzie kupowali raczej u niej. W ciągu 2 lat nagle znalazły się tam 3 inne dyskonty na B. Wydawałoby się to absurdalne jak na wielkość miasteczka, któremu jeden K. starczał z nadmiarem. No i co, sprzedaż spadła, bo przecież wszystko można kupić tam taniej, nawet jeśli jakością są to produkty gorsze. Z opowieści wiem, że ze statystyki tylko poranne pieczywo i mięso się broni. Widocznie pozostaje tu priorytet świeżości.
    Try to design

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kojarzę sklepiki, których czasy świetności raczej nie powrócą, a także takie, których po prostu już nie ma. I trochę żal sklepów tych i ludzi tam pracujących...

      Usuń
  4. Gorzka prawda... I na dodatek miejsca pracy zastępowane przez kasy samoobsługowe..

    OdpowiedzUsuń
  5. Przykro mi bo nie uważam się za osobę ubogą, a kupuję w dyskontach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kupuję w dyskontach to co mi smakuje, jem to i żyję... a na "coś" i tak trzeba umrzeć...

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...